Chcesz dostawać najnowsze informacje z IPIP?

 

poniedziałek, 24 czerwiec 2019 16:04

Kobieta a niezależność finansowa – jak przejąć kontrolę nad swoim życiem?

Źródło 
photo created by jcomp - www.freepik.com photo created by jcomp - www.freepik.com

Wydawałoby się, że w XXI wieku to, że tak kobieta, jak i mężczyzna powinni zarabiać i być niezależni finansowo, powinno być oczywiste. Niestety, wciąż smutnym może nie standardem, ale też i nie wyjątkiem jest to, że wiele kobiet trwa na słabo opłacanych stanowiskach, w nieszczęśliwych, często naznaczonych przemocą lub uzależnieniami związkach tylko dlatego, że w razie rozstania nie byłaby w stanie samodzielnie utrzymać siebie lub siebie i dzieci. Pierwszym krokiem na drodze do uzyskania samodzielności finansowej powinno być uświadomienie sobie problemu, a następnie sprawdzenie, czy i jak możemy, zaczynając od najprostszych spraw, jak najszybciej zmienić obecny stan rzeczy. 

Jakie są przejawy przemocy ekonomicznej? 

Oboje zarabiacie, ale masz z mężem osobne konta. Ty opłacasz wszystkie rachunki i zostaje ci niewiele „na życie”. Gdy zabraknie pieniędzy, musisz prosić męża o dodatkowe środki, będąc skazana na jego łaskę i komentarze? Albo oboje zarabiacie, macie wspólne konto, ale to mąż opłaca wszystkie rachunki i niby możesz swobodnie dysponować pieniędzmi, ale musisz uzgadniać z nim każdy większy zakup, czy to buty czy sukienkę dla dziecka, gdyż inaczej słyszysz obelgi albo awantury na tle tego, że jesteś rozrzutna. Tymczasem sam bez żadnych konsultacji wydaje dziesiątki i setki złotych na swoje potrzeby, w tym używki takie jak papierosy lub alkohol? Tak, to objaw przemocy ekonomicznej. 

U wielu osób podobne zachowanie nie budzi wątpliwości, ponieważ u ich rodziców, wujostwa czy dziadków było tak samo albo zarabiał tylko mężczyzna, więc wydawało się rzeczą naturalną, że to on dysponował domowym budżetem. Tymczasem jest to nie tylko przejaw biernej przemocy, lecz także działanie wbrew prawu, gdyż małżonkowie – o ile nie mają rozdzielności majątkowej – nie mogą ukrywać przed sobą nawzajem swoich dochodów i sytuacji finansowej. 

Jakie są przejawy niefrasobliwości finansowej? 

Jesteś żoną od kilku/kilkunastu lat, ale nie wiesz, ile pieniędzy macie na koncie? Nie zdajesz sobie sprawy z wartości zadłużenia, np. z tytułu kredytu hipotecznego? Nie wiesz, czy macie lokatę albo inne oszczędności? Albo co gorsza długi? Żyjesz w wolnym związku, pomagając w spłacaniu kredytu partnera, partycypujesz w kosztach remontów, kupowaniu wyposażenia, ale nie masz na to żadnych oficjalnych rachunków? Niestety nie są to przykłady wyssane z palca. Znane są mi autentyczne sytuacje kobiet, które wzięły pożyczkę na remont mieszkania partnera, a gdy ten zastąpił je „nowszym modelem”, nie były w stanie wyegzekwować zwrotu pieniędzy ani partycypowania w kosztach kredytu, ponieważ niczego nie miały na piśmie. Także i takie, w których kobieta sprzedała swoje mieszkanie, by wraz z nowym mężem kupić inne, już po ślubie. Kobieta zmarła jako pierwsza, przed śmiercią zobowiązawszy męża, by mieszkanie, które siłą rzeczy przeszło na współmałżonka, ów przepisał w testamencie jej dziecku z pierwszego małżeństwa. Jak można się tego domyślić – mężczyzna nie dotrzymał słowa i mieszkanie przeszło na jego dalszą rodzinę, podczas gdy dziecko zostało bez mieszkania i środków po matce. O prywatnych pożyczkach udzielanych znajomym „na słowo” nawet nie wspomnę. 

Wszystko to są przejawy lekkomyślności finansowej. Niekiedy niewielkiej, której można łatwo przeciwdziałać. Innym razem skrajnej i powodującej poważne reperkusje dla danej osoby, jak i jej rodziny, ponieważ np. z powodu wziętego dla byłego partnera kredytu dana osoba nie jest w stanie zapewnić bytu sobie i dzieciom, nie ma zdolności kredytowej pozwalającej jej na zakup własnego mieszkania, a w najgorszych przypadkach może być zmuszona do ogłoszenia upadłości konsumenckiej i rozpoczynania wszystkiego na nowo w wieku 40, 45, 50+ lat. 

Pierwsze kroki, jakie należy podjąć, aby wyjaśnić swoją sytuację finansową 

Przeprowadź analizę swojego obecnego życia. Ile i czy w ogóle zarabiasz? Ile zarabia twój mąż/partner? Jakie są miesięczne wydatki konieczne: raty, czynsz, rachunki, jedzenie… Czy wasz udział w ponoszeniu kosztów wspólnego życia jest równy i/lub sprawiedliwy. Dlaczego nie zawsze musi być równy? Jeśli ty zarabiasz 4 tys. a twój partner 6 tys., to twój wkład powinien wynosić np. 2 tys. a partnera 3 tys., ponieważ stanowi to po 50% waszych dochodów. 

Następnie dokonaj spisu posiadanego majątku. Tylko i wyłącznie takiego, który możesz udokumentować! Jeśli mieszkanie kupiłaś wspólnie z drugą osobą i jest ono bezsprzecznie twoją współwłasnością, masz komfortową sytuację. Gorzej jeśli mieszkasz np. w mieszkaniu teściów albo w mieszkaniu męża/partnera kupionego wyłącznie na niego. Jeśli teściowie, ciocia czy wujek Miecio nie przepisał mieszkania bądź jego części na was, nie ma powodu, byś ponosiła koszty jego remontu i wyposażenia, wyłącznie bieżącej eksploatacji i koniecznych napraw. Tak samo jeśli mieszkasz u swojego partnera – owszem, partycypuj w regulowaniu czynszu i rachunków, ale raty kredytu są tutaj wyłącznie w gestii drugiej osoby. Nakłady na wspólne życie tak samo powinny być sprawiedliwe, ale nie uwzględniające tego, że druga osoba opłaca raty, przecież buduje w ten sposób majątek osobisty, do którego w razie rozstania ty nie będziesz mieć żadnego prawa. 

Pierwsze kroki, jakie należy podjąć, aby być niezależnym finansowo 

Jeśli do tej pory nie dokonaliście z mężem lub partnerem ustaleń odnośnie domowego budżetu, może być to nieprzyjemne doświadczenie, zwłaszcza jeśli do tej pory doświadczałaś świadomej lub nieuświadomionej przemocy finansowej. Dokonany wcześniej spis dochodów i wydatków będzie tu pomocny jako argument w spokojnej i rzeczowej rozmowie. Naturalnie przyda się spora dawka asertywności, jak również wykazanie obopólnych korzyści nowego rozwiązania. Asertywnym komunikatem będzie np. „Kiedy nie mogę zaplanować wydatków na cały miesiąc, czuję się niepewnie i niekomfortowo, zwłaszcza w obliczu nagłych i trudnych do przewidzenia potrzeb. Myślę, że także ty możesz być zmęczony tym, że często proszę cię o pieniądze. Mam propozycję, abyśmy przez miesiąc spróbowali innego rozwiązania (jakiego)”. Albo „Moim zdaniem nasze nakłady na życie powinny uwzględniać dysproporcję w zarobkach, zarabiam o 50% mniej od ciebie, więc w moim odczuciu bardziej sprawiedliwie byłoby (…). Zaoszczędzone pieniądze mogłabym przeznaczyć na studia podyplomowe/kurs/ doszkalanie w ten sposób wnosić więcej do domowego budżetu, dzięki czemu będziemy mogli sobie pozwolić na lepsze wakacje/studia dla dzieci/nowy samochód”. 

Przebieg rozmowy zależeć będzie od charakterów i podejścia twojego i twojego partnera, ale o ile nie jest to toksyczny związek, a przemoc finansowa nie jest przez mężczyznę uświadamiana, tylko on również kontynuuje tradycje wyniesione z domu, może to być krok nie tylko do uzdrowienia sytuacji finansowej, ale i rodzinnej. W końcu poczucie zależności na dłuższą metę jest frustrujące i na samą myśl o kolejnym proszeniu o pieniądze, możesz nieświadomie przyjmować postawę agresywną, wywołując niepotrzebne konflikty. 

Jak zabezpieczyć siebie i dzieci na przyszłość 

Bezcennym kapitałem, jaki ma każda kobieta (mężczyzna oczywiście też), jest jej wykształcenie i doświadczenie zawodowe, które pozwoli na uzyskiwanie dochodów i samodzielne życie w razie nieszczęścia: wypadku, śmierci, rozstania… Wkład w prowadzenie domu i wychowanie dzieci jest bezcenny, ale i niedoceniany. Wypadnięcie z rynku pracy na kilka lat znacząco utrudnia znalezienie dobrej pracy w razie konieczności, dlatego też kobieta powinna starannie przeanalizować to, czy na pewno chce całkowicie rezygnować z pracy. Nawet pół etatu pozwoli, jeśli nie na względną niezależność finansową, to w każdym razie na zdobywanie doświadczenia i stażu pracy, które są cenione na rynku. 

Inwestuj również w przyszłość dzieci - nie w postaci kolejnej zabawki (już prędzej książki), ale kursów, dodatkowych lekcji, lepszej uczelni. Dobry fach w ręku będzie dla dziecka lepszym startem w życie, niż nowy samochód albo mieszkanie, ponieważ dobra materialne są niestety możliwe do straty, w przeciwieństwie do umiejętności i wiedzy. 

Jak więcej zarabiać? (Panie prezydencie, jak żyć?)

Naprawdę żyjemy w ciekawym kraju, jeśli porada, by jeśli nie jesteśmy zadowoleni z naszej sytuacji finansowej, zmienić pracę na lepszą, jest poczytywana jako kpina i szyderstwo. Stabilność zatrudnienia jest bardzo ważna, ale nie powinniśmy trzymać się kurczowo danej pracy, jeśli czujemy się niedoceniani tak personalnie, jak i finansowo. Po 5 latach w jednej firmie zwykle przestajemy się rozwijać, zwłaszcza jeśli w tym czasie nie awansujemy i nie uczymy się nowych umiejętności i narzędzi. Dlatego, jeśli chcemy zmienić pracę, musimy wykazać się odpowiednimi kwalifikacjami, a nie tylko typową dla millenialsów postawą pt.„bo mi się należy”, „za x to ja nawet nie wstaję z łóżka”. Sam staż pracy to dalece nie wszystko, trzeba zrobić dodatkowe kursy, szkolenie, ukończyć studia podyplomowe. W dodatku nierzadko na własny koszt, co niektórym wydaje się w ogóle niewyobrażalne. 

Przykład: znajoma wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim, stara praca już jej nie satysfakcjonowała, ale ponieważ niemal bezpośrednio po ukończeniu studiów, przez kilka lat robiła to samo, zdawała sobie sprawę, że nie będzie jej łatwo znaleźć coś nowego, na obecnym lub wyższym poziomie dochodów. Dlatego w drugiej ciąży robi kursy zawodowe, studia podyplomowe i przekwalifikowuje się, co pozawala jej na zmianę ścieżki zawodowej i zarobki o 100% lepsze już w ciągu 3 lat od zmiany branży i zawodu. 

Podnoszenie kwalifikacji zawodowych jest jedną z tych rzeczy, na których nie powinniśmy oszczędzać. Zamiast nowej bluzki, torebki czy butów lepiej te 100 zł odłożyć na poczet przyszłych studiów, które pozwolą nam na uzyskanie w przyszłości wyższych zarobków, a sam wydatek zwróci się bardzo szybko. Jeśli nie jesteśmy w stanie oszczędzić, warto wziąć nawet kredyt gotówkowy na studia lub rozłożyć płatność na raty. Lepszy kredyt niż wpadnięcie w błędne koło pt. nie zarabiam wystarczająco, ponieważ nie mam kwalifikacji, a nie mam kwalifikacji, ponieważ nie zarabiam wystarczająco. Znany dziennikarz finansowy Maciej Samcik przytoczył kiedyś poradę pewnego inwestora giełdowego, który spytany, w co najlepiej zainwestować niewielkie oszczędności, odpowiedział  „Proszę zainwestować te pieniądze w siebie i w swoje przyszłe zarobki. Nie ma takiej giełdy, która w długim terminie pomnoży pana pieniądze lepiej”.

I tym optymistycznym akcentem kończę, dodając jeszcze parafrazę słów z jednego z wywiadów Kamili Rowińskiej, trenera osobistego, która powiedziała kiedyś, że kobiecie, która ceduje na męża/partnera sprawy finansowe, bo ma za dużo na głowie, poradziłaby raczej żeby scedowała na niego bodaj odkurzanie, a swoją przyszłość, a jest nią także sytuacja finansowa, dzierżyła mocno w swoich rękach.

Czytany 167 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.