Chcesz dostawać najnowsze informacje z IPIP?

 

poniedziałek, 09 marzec 2020 09:40

Obligacje lekiem na inflację?

Źródło 
 kues - pl.freepik.com kues - pl.freepik.com

Od kilku miesięcy obligacje Skarbu Państwa biją kolejne rekordy popularności. Co prawda próg wyjścia był niski, ale nie zmienia to faktu, że od lat nie było takiego zainteresowania rządowymi papierami. Przyczyna jest prozaiczna – rosnąca inflacja i rozczarowanie oprocentowaniem depozytów bankowych. Ale czy obligacje są „lekiem na całe zło”?

Widmo kryzysu finansowego, koronawirus, rosnąca inflacja przy realnie ujemnych stopach procentowych… Wszystko to powoduje nerwowe ruchy posiadaczy oszczędności, którzy próbują ocalić wartość swoich pieniędzy. W co warto zainwestować, aby uchronić się przed inflacją?

Czy inflacja wkrótce zmaleje?

Cóż… Nie ma tutaj, niestety, żadnego pola, by przewidywać rychłą zmianę polityki RPP i NBP. Nasz bank centralny, podobnie jak inne tego rodzaju instytucje na świecie, dąży do ujemnych realnie stóp procentowych i nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić. Gospodarki wszystkich praktycznie krajów są zadłużone ponad miarę, a ponieważ nikt, może poza Wenezuelą, nie lubi ogłaszać bankructwa, ten dług i koszty jego obsługi sztucznie zaniża się poprzez niskie stopy procentowe. W dodatku niskie stopy procentowe napędzają akcję kredytową, a zatem konsumpcję, co powoduje, ponownie sztuczne, nadmuchiwanie wzrostu gospodarczego. Bank centralny, widząc nadchodzące spowolnienie, powinien reagować zawczasu, podnosząc stopy procentowe. Naturalnie oznaczałoby to pewne przyhamowanie gospodarki i wzrost raty kredytowej dla miliona Polaków, ale gdyby NBP zdecydował się na ten ruch dostatecznie wcześnie, co najmniej rok temu, mógłby następnie ponownie obniżyć stopy w sytuacji prawdziwej recesji i w ten sposób pomóc kulejącej nieco gospodarce. Właściwy moment zdaje się był na przełomie 2016/2017 roku, ale już minął i stoimy w obliczu realnego zagrożenia i galopującą inflacją, i dużą recesją.

Tak naprawdę inwestycja w obligacje jest najbardziej opłacalna w momencie spadającej inflacji, gdyż nasze papiery przynoszą wówczas dodatkowy zysk.  Czy oznacza to, że obecnie nie ma sensu kupować obligacji? Nie, ponieważ w przyszłym roku obligacje będą oprocentowane według wskaźnika z obecnego momentu, więc jeśli w przyszłym roku inflacja będzie niższa, to zyskamy

Czy lokata w obligacje jest bezpieczna?

Inwestowanie w obligacje skarbowe jest niczym innym, jak pożyczaniem pieniędzy Skarbowi Państwa. Zatem niejako kredytujemy rząd, za co on płaci nam odsetki, a jedynym ryzykiem jest niewypłacalność państwa. Oczywiście zdarzały się w historii Polski momenty, kiedy rząd nie wykupował obligacji. Większość roszczeń dotyczy papierów z okresu II wojny światowej, ale… Nikt 200% gwarancji nie da.

Czy obligacje chronią przed inflacją?

Najlepsze obligacje, np. tzw. dziesięciolatki, ale także kilka innych, o czym napiszę za chwilę, mają tę zaletę, że ich oprocentowanie od drugiego roku oszczędzania jest powiązane z inflacją i wynosi np. x+1,5%. Inflacja 3% daje nam 4,5% na obligacjach, 4% - 5,5% itd. Bach, większość osób doczytuje tylko do tego momentu i inwestując w obligacje nie zdaje sobie sprawy z tego, że wskaźnik inflacji liczy się nie z bieżącego miesiąca, ale sprzed roku. Zatem decydując się na nabycie np. EDO (obligacje 10-letnie) rok temu (przypominam, że pierwszy rok ma oprocentowanie stałe), obecnie zarabiamy inflacja + 1,5%. ale… ubiegłoroczna inflacja wynosiła w marcu bodaj 1,9%, więc otrzymujemy max 3,4%. Zatem nadal jesteśmy poniżej oficjalnej inflacji, aczkolwiek i tak jest lepiej niż w przypadku większości lokat bankowych.  Z kolei za rok, jeśli inflacja w kolejnym roku spadnie, to w następnym roku będziemy zarabiać więcej, zatem długoterminowo będziemy na plusie.Dlatego im dłuższa inwestycja, tym większa szansa na solidny zysk. Warto nadmienić, że obligacje nawet w obliczu dużych wahań na rynku mogą być tutaj bardziej zyskowne, gdyż podatek Belki obliczany jest w obligacjach na koniec inwestycji. Zatem kiedy po roku dopisywane są odsetki, cały kapitał plus cały zysk z poszczególnych lat pracują nadal i dopiero na koniec odprowadzamy haracz. Wbrew pozorom ma to znaczenie, kiedy podatek od zysków kapitałowych jest pobierany, gdyż większa pracująca kwota oznacza wyższe odsetki w kolejnych latach.

Kiedy warto kupować obligacje?

Tak naprawdę inwestycja w obligacje jest najbardziej opłacalna w momencie spadającej inflacji, gdyż nasze papiery przynoszą wówczas dodatkowy zysk.  Czy oznacza to, że obecnie nie ma sensu kupować obligacji? Nie, ponieważ w przyszłym roku obligacje będą oprocentowane według wskaźnika z obecnego momentu, więc jeśli w przyszłym roku inflacja będzie niższa, to zyskamy. Tutaj, jeśli mówimy o oszczędnościach długoterminowych, można jeszcze zwiększyć efektywność, opakowując swoją inwestycję w IKE, dzięki czemu nie płacimy podatku Belki nawet na koniec inwestycji.

Jakie obligacje wybrać?

Najbardziej atrakcyjne oprocentowanie dają obecnie obligacje 12-letnie ROD. Nie każdy jednak może je nabyć, gdyż rodzinne obligacje oszczędnościowe przeznaczone są wyłącznie dla beneficjentów programu „Rodzina 500+”. I możesz w nie zainwestować tylko tyle pieniędzy, ile otrzymałeś dotychczas w ramach tego programu. Rodzice jedynaka mogą więc obecnie zainwestować max 4000 PLN. Drugie w kolejności opłacalności powinny być EDO, czyli obligacje 10-letnie, a następnie 6-latki ROS, im krótszy okres inwestycji, tym mniejsza szansa na odrobienie ewentualnych strat w poszczególnych latach. Obligacje na okres krótszy niż 6 lat mogą obecnie zarobić bardzo mało, gdyż graniczna bariera inflacji, do której 6-latki są jeszcze opłacalne wynosi ok. 5,3% , a obligacje 4-letnie i krótsze są oprocentowane WIBOR-em lub jak lokata.

Co, jeśli nie obligacje?

Książka o inwestowaniu? Najlepiej solidna i nietania, która nie obiecuje 20% zysku co roku. Tylko wówczas unikniemy kosztownych pomyłek, które mogą nas kosztować nie utratę 400 zł z każdych 10 tys. (straty w wyniku inflacji w przypadku trzymania środków na nieoprocentowanym koncie). Nieuchronnie bowiem w ślad za popytem idzie podaż, zatem tylko czekać pojawienia się „genialnych okazji inwestycyjnych” w postaci Amber Goldów, Das Coinów, lokat strukturyzowanych i innych bardzo skomplikowanych produktów finansowych, w których pewne jest tylko to, że poniesiemy mnóstwo opłat za wejście, wyjście, zarządzanie, wypracowanie zysku itd. itp.

Autor: Joanna Lalak

Ukończyła filologię polską na UMCS oraz podyplomowe studia managerskie ze specjalizacją Marketing i Analiza Rynku na Politechnice Lubelskiej. Specjalistka i entuzjastka marketingu online w skandynawskim fintechu Lendo, gdzie łączy pasję do optymalizacji i uwielbienie do zawiłego świata finansów. Uwielbia bieganie, Toskanię i czerwone wino. Prywatnie żona i mama.

 

Czytany 97 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.