Chcesz dostawać najnowsze informacje z IPIP?

 

poniedziałek, 07 październik 2019 17:12

Wyrok TSUE i co dalej? Kto pije szampana, a kto trzyma się za kieszeń?

Źródło 
Wyrok TSUE i co dalej? Kto pije szampana, a kto trzyma się za kieszeń?

Gdy emocje już opadły, jak po wielkiej bitwie kurz, czas na zebranie informacji o tym, jak przyjdzie nam żyć po wyroku TSUE i co on oznacza dla posiadaczy kredytów w CHF, w PLN i osób oszczędzających.

Wypijmy za błędy…

Ciekawe, że sprawa kredytów frankowych wypływa zawsze w cyklu 4-letnim, bo poprzednio temat także był wałkowany na wszystkie sposoby tuż przed wyborami i na obietnicach przewalutowania partia rządząca zarobiła sporo głosów. To wręcz przykre, że kolejne dekady nie nauczyły nas niczego i wciąż jesteśmy jak bite żony... Nadal przynajmniej kilkaset tysięcy osób wyciąga rękę po pomoc do państwa (a więc do naszych kieszeni). Była słynna Alicja, było Amber Gold, mamy skoki, mamy franki, minęło ponad 10 lat od boomu kredytowego w CHF, a myślenie „jakoś to będzie” kwitnie i owocuje.

Kredytobiorca frankowy, którego jak na razie nikt nie oszukał, a który sobie niefrasobliwie wziął kredyt, nie analizując, co będzie w przyszłości, żyje szczęśliwie w nowym mieszkaniu. Więcej – cieszy się jak dziecko, bo nie dość, że ma dwa razy większe mieszkanie niż jego sąsiad, który wziął ostrożnie kredyt złotówkowy, to jeszcze płaci niższe raty od niego

Czy „frankowicze” zostali oszukani?

Może tak, ale dużej mierze na własne życzenie. Nawet kompletny ignorant finansowy zdaje sobie bowiem sprawę, że jeśli zarabia 2000 na rękę, to nie dostanie kredytu na 500 tys., bo musiałby go spłacać przez 80 lat. Dajmy na to, że ów ignorant ma małżonkę zarabiającą drugie tyle – nadal zdolność kredytowa nie wyjdzie. I wszyscy ci, którzy mówią, że w banku im nie dali kredytu w złotówkach, bo nie mają zdolności, za to mają zdolność we frankach, o ile nie udało im się skutecznie oszukać samych siebie, to wiedzą, że zdolności kredytowej nie mieli. W żadnej walucie. Więc to nie banki ich oszukały, tylko od początku nie było ich stać na kredyt. A czemu dostali frankowy? Po prostu kreatywna matematyka pozwoliła na to, by razem z bankiem oszukali wzór z rekomendacji KNF. Zatem już na samym początku byli przekredytowani, bo licząc jedną pensję na kredyt, czynsz itd., a drugą na życie, wyraźnie widać, że w razie najmniejszego wahnięcia kursu, choroby, pojawienia się dziecka stoją nad krawędzią. Tylko czy ktoś to brał pod uwagę? „Jakoś to będzie”. 

Czy banki uczciwie przedstawiły wahania kursu CHF? Nawet przez minutę nie mam wątpliwości, że nie. Ba, jestem absolutnie przekonana, że pokazano np. kurs z ostatnich dwóch lat, pokazując jak przez ostatnie 2 lata kurs tylko i wyłącznie spadał. Nadal jednak, o ile nie jesteśmy amebą umysłową, a wizja własnego m3 na Białołęce jeszcze nas nie zaślepiła, to wiemy, że bierzemy kredyt na 30 lat. Czysty rozsądek (wiadomo, towar deficytowy) powinien nas skłaniać do zajrzenia do tabel z 10 lat i zobaczenia, że zaledwie 4 lata wcześniej kurs CHFwynosił 3 zł. A zatem wystarczy właśnie powrót to tego stanu i z raty 1000 PLN robi się nam 1500 PLN. Tylko czy ktoś to brał pod uwagę? „Jakoś to będzie”. 

A słynne kursy ustalane decyzją zarządu i nieprecyzyjne zasady indeksacji, denominacji, waloryzacji, czy jakkolwiek to zwą... Wyobraźmy sobie sytuację, w której przyjmujemy nową pracę i godzimy się na to, że pensja jest ustalania decyzją prezesa. Kto by się na to zgodził? Chyba niewielu, bo nawet wybierając pracę, w której wynagrodzenie składa się z elementów ruchomych typu premia lub prowizja, staramy się, aby stały składnik pensji był jak najwyższy. A tutaj co? Po pierwsze – co ja będę czytać umowę, za długa jest. A po drugie – „Jakoś to będzie”. Co innego spready... To już jakoś się politykom udało opanować, ale nawet z ratami spłacanymi po rzekomo nieuczciwym kursie. W kantorach jest dokładnie tak samo. Kupujesz drożej, sprzedajesz taniej, chyba że uda się doczekać momentu wzrostu kursu. 

Reasumując – kredytobiorca frankowy, którego jak na razie nikt nie oszukał, a który sobie niefrasobliwie wziął kredyt, nie analizując, co będzie w przyszłości, żyje szczęśliwie w nowym mieszkaniu. Więcej – cieszy się jak dziecko, bo nie dość, że ma dwa razy większe mieszkanie niż jego sąsiad, który wziął ostrożnie kredyt złotówkowy, to jeszcze płaci niższe raty od niego. Ale przychodzi kryzys, pęknięcie bańki, załamanie kursów... Kredytobiorca frankowy zaczyna żalić się, że go oszukano i domagać się od polityków interwencji, żeby ktoś inny poniósł za niego konsekwencje jego własnych wyborów. 

Jak wygląda życie po wyroku TSUE i kto może otwierać szampana? 

TSUE orzekł, że jeśli w umowie jest nieuczciwa klauzula, to trzeba ją usunąć i nie wolno nic wpisywać zamiast niej, jeśli takiej umowy nie da się wykonywać, to należy ją unieważnić, przy czym klient ma w tej sprawie prawo do ostatecznej decyzji. Jeśli wyrzucaną klauzulą jest ta, mówiąca po jakim kursie klient ma spłacać raty (a to najczęściej spotykana klauzula abuzywna, ów kurs zwykle był określany według mniej lub bardziej niedookreślonego tzw. widzimisię banku), zaś klient nie chce umowy unieważnić, to pozostają tylko dwie opcje: uowa zostaje nieuczciwa lub mamy składak w postaci oprocentowania LIBOR plus marża. Tutaj TSUE zostawia małą furtkę polskim sądom, twierdząc, że jeśli taka konstrukcja jest niezgodna z polskim prawem, wówczas polskie sądy/politycy mogą wprowadzić własne rozwiązania. 

Nie licząc sytuacji, w której klient wybiera unieważnienie umowy, mamy zatem powiedzmy kredyt na 500 tys. z oprocentowaniem praktycznie zerowym, ponieważ marże na kredyty frankowe były wyjątkowo niskie, rzędu 1%, a ponieważ LIBOR wynosi -0,8%, to dostajemy kredyt z oprocentowaniem 0,2%. W tym samym czasie kredyt złotówkowy kosztuje jego posiadacza 4% (marże 2,2% + WIBOR 1,72%). Zatem po 30 latach kredytu frankowicz spłacający ok 1400 zł raty odda to, co pożyczył plus jakieś 15 tys. odsetek, gdy w tym samym czasie kredytobiorca złotówkowy odda ponad 360 tys. odsetek. Gdybym była frankowiczem, na pewno otwierałabym już nie jednego, ale ze 20 szampanów na mega imprezie. Kredyt za darmo, któż by się nie skusił....

Kto trzyma się za kieszeń?

Oczywiście nie będzie tak, że zmiany nastąpią jutro, a 100% frankowiczów załapie się na korzystne rozwiązanie. Przede wszystkim najpierw kredytobiorca frankowy musi iść do sądu i uzyskać wyrok, zgodnie z którym w jego umowie znajdowały się klauzule abuzywne. Sądy i tak są już zapchane sprawami frankowymi, więc może to trochę potrwać. Chwilowo zatem banki mają trochę czasu na odpisanie rezerw finansowych, a już odgrażają się, że będą domagać się odszkodowania za wypożyczenie kapitału. Nie zmienia to ponurych nastrojów wśród posiadaczy oszczędności, którzy już teraz nie są w stanie uchronić swoich pieniędzy przed inflacją. Za kieszeń trzymają się też kredytobiorcy złotówkowi, którzy już i tak mają pod górkę. Już teraz płacą średnio o tysiąc złotych więcej miesięcznej raty, a w sytuacji dużej niepewności na rynku i widma upadku co najmniej 2 dużych banków, nikt nie założy się, czy stopy procentowe nie poszybują w górę do poziomu sprzed 10 lat, kiedy wynosiły ponad 6%, a może nawet z początku wieku, kiedy mieliśmy ponad 11%. I co wówczas z równością wobec prawa? Dlaczego złotówkowicz ma płacić 5 albo 10 razy wyższe odsetki? Też pójdzie do sądu i powie, że jego ryzyko kalkulacji pokazało mu tylko, co będzie w przypadku wzrostu raty o 5%, 10% oraz 25%, nie został zatem właściwie poinformowany o ryzyku, ergo – jego kredyt także jest abuzywny? 

Chyba czas na założenie kancelarii adwokackiej, bo jedynym pewnikiem jest to, że najwięcej zarobią prawnicy. Oni spokojnie mogą otwierać szampana, bo po wyroku Trybunału mogą liczyć na wysokie zyski z wielu spraw „poszkodowanych” frankowiczów. 

Czytany 53 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.